sobota, 3 czerwca 2017

Przegląd filmowy (14) - Prawdziwi faceci (1987)


Tytuł oryginalny: Real Men

Gatunek: komedia sensacyjna

Występują: James Belushi, John Ritter

Scenariusz i Reżyseria: Dennis Feldman

Opis:
Kiedy osoba mogąca uratować świat przed zagładą ginie w tajemniczych okolicznościach, agent CIA ( James Belushi ) musi eskortować jego nieświadomego strachliwego sobowtóra ( John Ritter ) przez całe terytorium Stanów Zjednoczonych, by dokonać transakcji... z Obcymi.

WARTO OBEJRZEĆ?

A jo.

Film to dziwny, wyglądający "tanio", i w gruncie rzeczy większość z tego co dzieje się na ekranie nie ma kompletne sensu, ale jednocześnie wszystko to sprawia, że "Prawdziwi faceci" są naprawdę sympatyczną i oryginalną produkcją.

Scenariusz to jedno wielkie wariactwo. A właściwie nie wiem czy ktoś tutaj w ogóle napisał jakiś scenariusz, czy może jednak historia poczekała na poczekaniu.

Po prostu nie wydaje mi się, by ktokolwiek specjalnie przejmował się gdybając nad fabuła tego filmu, a już na pewno nie czytał scenariusza ten kto dał duetowi Belushi-Ritter zielone światło.

Ogólnie rzecz wygląda bardziej jak historyjka stworzona przez dzieciaki, którą jakiś dziadek-producent postanowił sprezentować wnuczkowi-scenarzyście na gwiazdkę w formie ekranizacji.

A jednak jest to tytuł naprawdę śmieszny i wciągający, nawet jeśli ilość głupoty w nim zawartej przekracza normy unijne.


Najmocniejszą stroną na pewno jest tu obsada, jak i ogólnie zresztą fajne postacie.

Zapomniany nieco James Belushi i jeszcze bardziej zapomniany John Ritter ( ś.p. już niestety ) stworzyli naprawdę niezłą, dopasowaną odmiennymi charakterami i odmiennym stylem gry aktorskiej, parę.
Naprawdę polubiłem tą dwójkę i szkoda, że nie pojawili się potem jeszcze raz na jednym ekranie.

Przyznaję zresztą, że z początku nie podobało mi się jak postać grana przez Belusgiego traktowała Rittera.
Wydaje mi się, że był dla niego trochę za mocny, a te kilka ciosów, które zadał niewinnemu człowiekowi, którego miał ochraniać, były niepotrzebne.

Na szczęście potem naturalnie relacja ta się zmienia i obaj bohaterowie stają się sobie bliżsi.

Inna rzecz, że zmienia się także postać grana przez Rittera.
Tu ta jego transformacja naprawdę mi się podobała. Prawdopodobnie to najfajniejsza rzecz na jaka wpadli w całym tym filmie i przyjemnie było oglądać momenty gdy ten zwykły wystraszony cywil stawał się nagle twardszy w gębie i w pięściach od agenta, którego mu przydzielono.


Z drugiej strony, z tego samego powodu, nie jestem pewny czy zakończenie filmu nie jest przesadzone, tj. kiedy Ritter już po transformacji pierze tyłki tym od których wcześniej obrywał.

To trochę taka jakby sugestia, że "normalni" ludzie są słabi, i że sami są sobie przez to winni problemów ze strony wszelkiego dzielnicowego elementu.

Myślę, że to "przesłanie" było niepotrzebne, jako, że jest niemożliwym byśmy my wszyscy nagle stali się mocniejsi i opanowali sztuki walki.

Ogólnie to angażowanie się w bójki z lokalnymi oprychami - jak czyni to bohater tutaj - nawet jeśli uprzykrzają komuś życie niemiłosierne, nie jest najlepszym pomysłem.

Od tego typu problemów jest przecież 7 wspaniałych ;)
I Charles Bronson ze swoją armatą rodem z "Życzenia śmierci" ;)


W każdym razie, ja sam, jako osoba, która miała nie raz do czynienia z agresją pod różną postacią, wcale nie poczułem się lepiej przez tego typu zakończenie filmu. A poczułem się wręcz trochę gorzej, niż w czasie seansu.

Po prostu każdy ma swoje ograniczenia i słabości, chwile niemocy. Nie chodzi o to kto jest silniejszy, czy kto potrafi się lepiej bić. Bo przegrać to nie wstyd. Ale czasem zwyczajnie nie ma możliwości tej pięści podnieść, chociaż by wypadało.

Tutaj bohater miał tym łatwiej, że w ciągu filmu przeszedł całą swoistą szkołę dla twardzieli, w ciągu ekranowej godzinki stając się niemalże nieustraszonym i niepokonanym komandosem.
No i w związku ze swą misją, miał rzecz jasna dobre notowania u warstwy rządzącej krajem, więc w tym wypadku mógł sprać komu trzeba dupsko, nie licząc się z konsekwencjami ;)

Ale prawdziwe życie, to nie film... Pamiętajmy o tym ;)