poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Przegląd filmowy (8) - Nie kupisz miłości (1987)


Tytuł oryginalny: Can't Buy Me Love

Gatunek: komedia młodzieżowa

Reżyseria: Steve Rash

Występują: Patrick Dempsey, Amanda Peterson, Dennis Dugan

Opis:
Nielubiany w szkole nastolatek postanawia "wynająć" najpopularniejszą dziewczynę z liceum, by ta przez miesiąc udawała jego sympatię.


WARTO?

Tak, ale nie oczekujcie salw śmiechu i czegoś do czego będziecie regularnie wracać.

Film, który swój tytuł pożyczył od słynnej piosenki Beatlesów, nie jest równie klasycznym kawałkiem kina, choć za taki często uchodzi.
Być może zresztą rzeczywiście zdołałby stać się klasykiem, gdyby fabuła filmu skupiła się wokół zasadniczego pomysłu, który stada dystrybutorów reklamują tę produkcję i który zamieściłem w powyższym opisie także ja sam.

Problem tylko w tym, że w samym filmie rzeczony pomysł zaskakująco szybko zostaje wyczerpany i fabuła skupia się na czymś innym.

Innymi słowy - każdy zasadniczo oczekuje jednej rzeczy i tylko jednej. Czego?
Ano tego, że zgodnie z wszelką przyjętą w kinematografii logiką, para chodząca ze sobą "na niby" dokona transformacji swojej sztucznej relacji w coś prawdziwego.
I że nielubiany chłopak stanie się na koniec lubiany....

No albo, że końcem końców powie popularnej cizi "słuchaj fajnie było, ale ja wolę jednak moją starą źle ubraną koleżankę w okularach, bo bez okularów i w fajnych ciuchach jest wygląda super i zrozumiałem wreszcie, że ja kocham".


Tymczasem fabuła filmu rozwija się zupełnie inaczej.

Owszem, końcem końców dzieje się to czego wszyscy się spodziewacie... zależy, którą wersję wybraliście.

Tylko, że pomiędzy pomysłem a finałem jest tutaj trochę niespodziewanego kombinowania. To jest zamiast spodziewanego nafaszerowania filmu scenami z okresu "wynajmu", okres ów mija bardzo szybko, przy czym nielubiany bohater w tym momencie jest już zmieniony,  popularna dziewczyna też jakby przechodzi transformację... i potem zaczyna się jakby zupełnie odmienny film i jazda pod górkę.

Owszem, przez chwilę jest lekko, a scena gdy "zreformowana" postać Patricka Dempsey'a wchodzi do szkoły to prawdopodobnie najlepszy moment w całym filmie, i absolutny majstersztyk.

Tylko, że później zaczyna się już coś czego na dobrą sprawę nie chce się oglądać.
Z komedii robi się niepotrzebna moralizująca przypowieść o odkrywaniu samego siebie, a z sympatycznej komedii robi się smętny obyczaj o problemach współczesnej młodzieży, które znamy z miliona innych smętnych obyczajówek o problemach współczesnej młodzieży.


Ogólnie więc zmarnowano tu niepotrzebnie potencjał na coś dużo lepszego.

Ale tak czy siak można tą produkcję spokojnie obejrzeć. Technicznie nie jest to rzecz zła, a aktorzy naprawdę dobrze się spisali.
Aż trudno przez to uwierzyć, że taki Patrick Dempsey, grający tu nieporadnego NASTOLATKA, był już w tym czasie żonaty, i to z kobietą starszą od niego o ponad 20 lat!

Tak. Film naprawdę potrafi oszukać ;)

Szkoda tylko, że w tym przypadku niestety nieco oszukał także fabułą, bo prezentuje nam nieco inną historię, od tej na którą byliśmy przygotowani...