niedziela, 4 czerwca 2017

HIT HIT HICIOR (10) - Duży (1988)


Tytuł oryginalny: Big

Gatunek: komedia

Występują: Tom Hanks, Elizabeth Perkins, Robert Loggia, John Heard, Jared Rushton, Mercedes Ruehl

Reżyseria: Penny Marshall

Scenariusz: Gary Ross, Anne Spielberg

Opis:
Kiedy marzenie małego chłopca aby zostać "dużym" nieoczekiwanie się spełnia, i staje się z dnia na dzień 30-latkiem, musi on udać się do dziwnego świata "dorosłych", by odzyskać swe właściwe ciało i wiek.  

WARTE OBEJRZENIA?

A pewnie!

"Duży" to absolutny klasyk lat 80 i rzecz, która cieszy oko do tej pory, bo i film ten ani trochę się nie zestarzał.

Właściwie to na tym mógłbym dzisiejszy wpis zakończyć, bo to jest typ produkcji, które najprzyjemniej się ogląda kiedy nic a nic się o nich nie wie.

Nie jestem tylko pewien, czy kreacja Toma Hanksa naprawdę warta była aż nominacji do Oskara.

Owszem, Tom gra tutaj świetnie, trzyma poziom jak zawsze, ale i sama postać była bardzo dobrze napisana. Hanks po prostu zrobił to co miał zrobić, ewidentnie dobrze się przy tym bawiąc.


Jedyna rzecz, która nie do końca mnie kupuje, to fakt, że w tego typu fabułach ( bo podobnych i to dobrych tytułów było jeszcze kilka ) młodsza wersja bohatera zazwyczaj jest bardziej dojrzała i opanowana niż wersja dorosła.

Ale tu można w zasadzie wszystko zwalić przecież na niecodzienną sytuację, w której pewnie żaden dzieciak nie potrafiłby się do końca odnaleźć.

Panika, strach przed obcym, brak kogoś kto wziąłby problemy dorosłości na siebie - to chyba właściwie słowa i powody.

Inna rzecz, że ogólnie realizmu trudno tu się doszukać.

Trzeba po prostu przymknąć na to oko, i odpłynąć razem z fabułą, dać się ponieść temu co scenarzyści dla nas wymyślili.

Niemniej, wydaje mi się, że "Duży" właśnie z powyższego powodu, zostałby zmiażdżony przez krytykę gdyby swoją premierę miał dzisiaj.
Po prostu kino w ciągu ostatnich 30 lat bardzo się zmieniło, i nie jest już tak otwarte na oryginalność.

A może się mylę?


Zresztą co zaskakuje to to, że historia jest wręcz jakby straszna z początku, to jest kiedy młodzian w ciele dorosłego człowieka rozpoczyna swą podróż w nieznane, bez rodziców, bez wujków, bez szkolnego wychowawcy, skazany praktycznie na samego siebie.

Na szczęście to trwa tylko chwilę, a potem robi się już weseło, jak nie bardzo wesoło.

Inna sprawa, i to jest chyba jedyna dostrzegalna wada filmu, to to, że nie przekonuje mnie relacja Roberta Loggii z bohaterem.

Założenie było i jest słuszne - przyjaźń między starym prezesem korporacji, a młodym nierozgarniętym pracownikiem  - takie wątki jak najbardziej chce się oglądać.

Jednak w tym przypadku rzuca się w oczy, że relacja ta jest nieco na wyrost.



Po prostu mogłaby być ciutkę lepiej napisana.

Te ciągłe zachwyty Loggii nad wszystkim co zrobi bohater, czasami praktycznie nawet za nim bohater coś powie czy zaproponuje, są mocno naciągane i w pewnym momencie niemal irytujące.  

Ogólnie miałem wrażenie, że Loggia momentami nie czuł swej roli i nie wiedział jak się zachować, więc robił to co przychodziło mu najłatwiej - być nad wyraz wyrozumiałym i nad wyraz sympatycznym.

Ale to nie zmienia absolutnie faktu, że scena ich wspólnej gry na pianinie na trwałe zapisała się do historii komedii, i ogólnie dziejów kina, będąc symbolem tego co lata 80 oferowały ;)