piątek, 13 czerwca 2014

Cartoon Hour - G.I.JOE: OPERATION DRAGONFIRE


Rok produkcji: 1989
Długość serii: 5 odcinków ( jako część 1 sezonu DIC )

Kolejna odsłona batalii amerykańskich komandosów - G.I.JOE z dążącą do podbicia świata militarną organizacją terrorystyczną - Cobra. 
Po wydarzeniach z filmu pełnometrażowego imperator Cobry - Serpentor, zdołał odbudować swe siły i zamierza rozprawić się raz na zawsze z wszelkim oporem za pomocą potężnej energii ukrytej we wnętrzu ziemi - Dragonfire ( Smoczy Ogień )
Jednocześnie część z jego podwładnych spiskuje przeciw niemu by przywrócić do władzy ( i człowieczej formy ) swego dawnego dowódcę - Komandora Cobry, zaś szyki G.I.Joe krzyżuje znajdujący się w ich szeregach zdrajca...


Należałoby rozpocząć od tego, że zazwyczaj "Dragonfire" wlicza się do odcinków pierwszego sezonu G.I.JOE w wydaniu DIC (1989-1992). Teoretycznie więc nie powinienem poświęcać jej osobnego wpisu a potraktować jedynie jako część większej całości.
Jednakże ze względu na to, że "całość" ta jest zwyczajnie fałszywa, bo Dragonfire różni się niemal pod każdym względem od kolejnych DIC-owskich odcinków, dzieli go od nich także aż roczny odstęp czasu, wypada potraktować te 5 odcinków oddzielnie.
Łączenie tych dwóch produkcji jest tym bardziej dziwne i niesprawiedliwe, gdy zauważymy, że do sezonów SUNBOW ( 1985-1986) nie wlicza się dwóch poprzedzających je miniserii "Mass Device" (1983) i "Revenge of Cobra" (1984), które są z tąże produkcją właściwie identyczne. 


Dragonfire to raczej przejście między oboma serialami. Most łączący produkcje opieczętowane tym samym logiem, jednak należące jakby do dwóch innych światów. 
Spójny i przemyślany fabularnie i postaciowo, pięknie zanimowany, ubóstwiany przez pociechy serial SUNBOW z filmem pełnometrażowym jako zamykającą go ( nieumyślnie zresztą ) klamrą. Oraz generalnie znienawidzony przez starą widownię, odmienny obrazem, intrem, muzyką, niekonsekwentny w wyborze bohaterów, swoisty "New Adventures of" G.I.JOE - serial DIC.

Dragonfire łączy w sobie pewne elementy obu tych produkcji, jednocześnie tworząc nową jakość, tak różną od obu seriali, że wręcz zapomnianą przez większość widzów i fanów G.I.JOE. 



Wszystko zaczęło się od porażki "G.I.Joe: The Movie" ( Akcja G.I.Joe ), który miał być zaczątkiem nowych przygód popularnych od lat Joe'sów. Jednak głównie za sprawą nowolansowanej frakcji Cobra-La film poniósł porażkę, a koszty ponoszone przez SUNBOW nagle stały się dla producenta zabawek - HASBRO, za wysokie. Gdy pojawiła się tania oferta od studia DIC ( M.A.S.K., Inspektor Gadżet, Real Ghostbusters ) plastikowe ludziki przeszły więc w ręce nowego animatora... który zerwał niemal całkowicie ze światem, bohaterami i jakością stworzoną przez SUNBOW.

Trzeba po prostu powiedzieć, że w porównaniu do innych serii tworzonych przez studio od początku, DIC - przynajmniej na starcie - pomysłu na wykorzystanie schedy po SUNBOW zwyczajnie nie miało.


W Dragonfire razi przede wszystkim dziwny wybór postaci użytych w kreskówce. 

Wydaje się, że zbyt dosłownie pojęto tu slogan kreskówki jako "30-minutowej reklamy zabawek".

O ile SUNBOW przez cały okres pamiętał w swoim serialu o wszystkich zabawkach, skupiając się bardziej lub mniej na tych popularniejszych bohaterach, jednocześnie wprowadzając z każdym rokiem w swoje szeregi nowych bohaterów, tak DIC wpadł na pomysł, że skoro serial kręci się w 1989ym czy 1990ym roku to należy uwzględnić tylko te ludziki, dostępne na rynku!


Bo tak też jest. Trzon bohaterów Dragonfire stanowią figurki, które pojawiły się właśnie w 1989ym roku zaś z niemal całą megapopularną ekipą serii SUNBOW się pożegnano! 
Jakaż musiała być reakcja małego widza gdy okazało się, że takich idoli jak Shipwreck, Beach Head, Dial-Tone, Lifeline czy Bazooka nigdy już nie zobaczy!

Ze starej gwardii ( figurek z lacth 1986-87 ) ostało się tylko kilka osób i ich wybór także jest dziwny.


Nie wiedzieć czemu uwzględniono Zaranę podczas gdy Zartana i resztę Dreadnoków wycięto. Nie wiadomo co stało się z Dr. Mindbenderem, choć jako główny naukowiec Cobry niewątpliwie przydałby się do operowania energią Dragonfire. 
Bryluje za to wspomniany Serpentor - w nieco innej kolorystyce ( przypominającej tą z komisku ) i Baronowa.
Obecność Copperheada jest niejako "uzasadniona" jego późniejszą przemianą w wersję Python Patrol. 
Zniknęli także wszyscy starzy żołnierze Cobry - jedynie Crimson Guard ( Karmazynowa Gwardia ) ma swoich dwóch przedstawicieli - występujących zresztą o dziwo jako bohaterowie a nie mięso armatnie.

Z weteranów G.I.JOE w starej wersji pojawiają się jedynie Lady Jaye i Sierżant Slaughter. 
W obsadzie jest też kilku innych, ale w nowych wersjach.

Nie ma także żadnego ze starych pojazdów.  


Słowem nie wspomina się tutaj o bohaterach wprowadzonych w filmie pełnometrażowym. Próżno szukać lansowanego na nową gwiazdę Porucznika Falcona, Tunnel Rata, czy Jinx. Niesławna Cobra-La zniknęła chyba na zawsze wraz z końcem filmu. 
Właściwie jedynym, choć ciekawym, nawiązaniem do "G.I.Joe: The Movie" jest wężowate wcielenie Cobry Commandera, któremu przywrócona zostanie potem "człowiecza" postać.

Prawdziwie "tragiczny" los spotkał figurki z 1988go roku. Jako, że był to rok przechodni między filmem i serialem DIC, te niezwykle ciekawe postacie nie trafiły do żadnej kreskówki. Honoru broni jedynie Destro w złotej masce oraz pojawiające się na chwilę 3 pojazdy ( Cobra Bugg, Phantom X-19 i Skystorm ).

Poza postaciami, które ukazały się w filmie podobnie rzecz się ma z rocznikiem 1987ym - przepadł np mój ulubiony Croc Master, DIC zatrudnił jedynie Cobra Commandera w zbroi. 


Prym wiodą zatem figurki i pojazdy z 1989go roku. 
Głównym bohaterem jest kamerzysta G.I.Joe Scoop. 
Partnerują mu przede wszystkim Stalker ( z kajakiem ) i maruderowy Low-Light próbujący dopaść szpiega we własnych szeregach.
Po stronie Cobry główne skrzypce grają Gnawgahyde i Alley Viper ( o dziwo w pojedynczej formie ).
Podstawowym typem szeregowych żołnierzy organizacji są Night Viperzy oraz Annihilatorzy.  
Z pojazdów dominują "Cobra Hiss II", "Cobra Condor", "F.A.N.G. II", "Razorback Destra" i "Raider G.I.Joe".



Ważną rolę w serii odgrywają dwie podgrupy - niewidoczni dla radarów "Python Patrol" Cobry i "Maruderzy Slaughtera" ( nie mylić z obecnymi w filmie "Renegatami" ) czyli starzy bohaterowie ale w nowej kolorystyce... choć nie wiedzieć czemu dowodzący nimi sam Sierżant Slaugther występuje w swojej starej wersji...

Jest on zresztą tutaj głównodowodzącym G.I.Joe... choć akcja rozgrywa się na całym świecie! 
Nie ma generała Hawka, nie ma porucznika Falcona... misją zwalczania potężnej organizacji terrorystycznej i ocalenia świata dowodzi tylko sierżant. 

Generalnie dawni bohaterowie są tutaj zresztą własnymi cieniami.



Jedynie Sgt. Slaughter i Cobra Commander trzymają stary poziom, z głosem podkładanym przez tych samych aktorów - odpowiednio... sierżanta Slaughtera ( autentyczną postać, gwiazdę wrestlingu ) i Chrisa Lattę.  

Reszta voice-actingu niestety trochę kuleje - nie jest zła ale wychodzi po prostu blado w porównaniu ze świetnie dobranymi, charakterystycznymi, żywymi głosami bohaterów SUNBOW.

Jednocześnie próba naśladowania starych głosów - Destra czy Baronowej przez nowych odtwórców wypada sztucznie i dość komicznie.

Nowymi głosami mówią Zarana, Lady Jaye i Serpentor... i wypadają niestety blado.

Zwłaszcza u Serpentora nie sposób znaleźć tego diabolizmu i majestatu jaki towarzyszył mu w poprzednich latach. W tej odsłonie wypada jak zwykły przebieraniec, a nie imperator i istota stworzona genetycznie z DNA największych wodzów w historii. 


Zarana i Lady Jaye niekorzystnie róźnią się także nieco imagem w porównaniu z SUNBOW, podobnie jak Crimson Guard'sman, czego tańsza animacja nie do końca tłumaczy.

Technicznie jakość Dragonfire wcale nie jest zła. Pokutuje opinia, że jest nawet lepsza od głównego serialu DIC i, z czym się nie zgodzę, także z tym jakoby przypominała tą SUNBOWowską. 
Zasadnicze różnice to trochę blada kolorystyka i gorsze detale tła czy postaci, także ruchy bohaterów są czasem nienaturalne.
Styl ogólnie przywodzi na myśl sposób animacji sławniejszej produkcji studia - M.A.S.K.

Także udźwiękowienie i linia melodyczna serii robią trochę gorsze wrażenie. Muzyka używa nieco starych elementów z SUNBOW. Zwłaszcza motyw przewodni użyty w intrze jest wyjęty ze starych sezonów. Różni się tylko kilkoma słowami - np "prawdziwego amerykańskiego bohatera" zastąpiono "międzynarodowym".
W odróżnieniu od poprzedników Dragonfire nie ma jednak własnego oryginalnego intra, a jedynie jest montażem ujęć wyciętych z odcinków.
Co jest o tyle ciekawe, że podstawowy serial DIC używa również montażu jako openingu ale już z własnym zupełnie odmiennym "themem"!  

Być może wszystko napisane powyżej działa na niekorzyść serii, ale zapewniam, że nie przekreśla Dragonfire jako przyjemnej kreskówki. 
TAK - jest to prztyczek w nos miłośnikom G.I.JOE i światowi stworzonemu przez SUNBOW.
TAK - jest to najsłabsza animacyjnie odsłona przygód amerykańskich super-komandosów.

Jednak jest to zarazem całkiem fajna bajka, którą warto obejrzeć. 
Śmieszyć może nieraz logika i dziecinność pewnych założeń fabularnych...
Akcji jest tu jednak sporo, punktów zwrotnych także, rzecz dzieje się w różnych miejscach świata - od Tybetu, po dżungle i amerykańskie prerie.
Jest to zarazem jedyna odsłona w której zobaczymy część z bohaterów Joe-uniwersum nie występujących nigdzie indziej - polscy miłośnicy G.I.JOE znajdą tu pewnie niejedną posiadaną figurkę, jako że zabawki z przełomu dekad były najczęściej spotykanymi "Dźi-aj-dżołami" w naszym kraju. 




Natomiast już prawdziwym ewenementem serii, i to na plus, jest uwzględnienie podgrup. "Slaughter's Marauders" i "Python Patrol" Cobry to jedyny przypadek wykorzystania subdywizji G.I.JOE w kreskówkach ( nie licząc D.E.F. ale ją trudno tak naprawdę nazwać subgrupą ) 
Nie było to dane popularnej w Polsce "Tiger Force", ani "Battle Force 2000" czy "Night Force". 
Niechętnie wspominano je nawet w komiksie. 
Tym bardziej znaczące więc, że Maruderzy i Pytony uzyskały tutaj tyle pola do popisu. 

Jednocześnie bardzo fajnie zaprezentowano tu pojazdy... momentami mam nawet wrażenie, że zrobiono to wręcz lepiej niż u SUNBOW gdzie wiele wehikułów było raczej tylko tłem dla bohaterów.

Polecam. Warto obejrzeć... 

...choć nadal zastanawiam się jak potoczyłaby się przyszłość G.I.JOE gdyby nie porażka filmu.



Pozdrawiam
"80s-Viper" Mazin



Seria została wydana na DVD jako część pierwszego sezonu DIC ale dostępna jest tylko w Regionie 1 ( USA - Kanada ).