piątek, 21 października 2011

Przegląd filmowy (5): ROBOCOP 2, PAPIEŻ Z GREENWICH VILLAGE


Robocop 2 (1990)


Tytuł polski: Robocop 2 - lub - Superglina 2


Gatunek: Sci-Fi


Reżyseria: Irvin Kershner (Imperium Kontratakuje, Nigdy Nie Mów Nigdy Więcej, Seaquest DSV - serial)

Opis: Robocop powraca, aby oczyścić ulice Detroit z handlarzy nowoczesnym narkotykiem o nazwie NUKE. Tym razem jego przeciwnikiem jest bezwzględny i psychopatyczny narkotykowy boss - Cain, oraz jego gang. Tymczasem zadłużona firma OCP planuje sprywatyzować miasto i całkowicie przejąć nad nim kontrolę. W ten sposób próbują odzyskać pieniądze niezbędne na budowę przyszłego Delta City. Jednocześnie naukowcy z firmy rozpoczynają pracę nad następcą Robocopa.


Analiza: Podobnie jak w pierwszej części trylogii Robocopa, znajdziemy tutaj równie dużo strzelanin, wybuchów, realistycznej i sadystycznej przemocy, oraz sporej dawki czarnego humoru. Początkowo scenariusz bazował na wizji Franka Millera, jednak jego koncepcja została ostatecznie niemal w całości odrzucona. Chociaż miejscami jesteśmy wstanie dostrzec mroczny i komiksowy klimat, zresztą jakże charakterystyczny dla jego twórczości. W związku z tym nasuwa nam się pytanie. Czy druga część Supergliny jest równie dobra jak jego poprzednik? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy przeanalizować plusy i minusy produkcji. Z jednej strony film jest nakręcony właściwie w tym samym mrocznym stylu co część pierwsza (a miejscami przebija swoją mrocznością pierwowzór). Społeczeństwo jest jakby jeszcze bardziej zdegenerowane - co powiecie na to, że jeden z henchmenów Caina - Hob, jest trzynastoletnim chłopaczkiem który handluje narkotykami i strzela do policjantów? Kolejnym plusem jest wykonanie poszczególnych scen akcji, które zostały zmontowane tak samo dynamiczne jak w pierwowzorze, a na szczególną uwagę zasługuje końcowy pojedynek.

Film posiada jeszcze lepsze efekty specjalne - przede wszystkim animacja samego Robocopa 2. Po raz kolejny pomiędzy niektórymi scenami pojawiają się nam fragmenty wiadomości telewizyjnych wymyślonych specjalnie na potrzeby filmu, oraz reklam wykonanych w sposób zabawny i pomysłowy. Gra aktorów nie wyróżnia się w sumie niczym specjalnym. Peter Weller ponownie wciela się w Robocopa i radzi sobie tak samo dobrze jak poprzednio. Jeśli zaś chodzi o postać Caina (Tom Noonan) to stwierdzam, iż pomimo tego, że nie jest tak charakterystycznym bad guyem jak jego poprzednik Clarence Boddiker, to jednak za każdym razem kiedy pojawia się na ekranie, przyciąga uwagę widza. Co w takim razie nie pasuje do drugiej części Robocopa? Po pierwsze muzyka, która pomimo że jest ogólnie dobra, to jednak nie tak charakterystyczna i wpadająca w ucho jak soundtrack śp. Basila Poledourisa. Poza tym większość scen akcji pozbawiona jest jakiegokolwiek podkładu muzycznego. Po drugie jeszcze poważniejszym problemem filmu jest jego zły montaż (nie mówię tu o poszczególnych scenach akcji). Czasami odnosi się wrażenie, że produkcja została niedokończona. Niektóre postacie po prostu znikają i pojawiają się po dłuższym czasie (nasz główny bohater), inne przepadają na zawsze (ekipa henchmenów Caina). Występuje tu zbyt wiele wątków, a tak naprawdę tylko jeden z nich zostaje rozwiązany. Mam tu na myśli główny wątek czyli pościg za Cainem.

Tom Noonan jako Cain

Szkoda, że reżyserowi nie udało się bardziej zagłębić w postać naszego głównego bohatera i jego partnerki Lewis (Nancy Allen), ponadto nie rozszerzono wątku związanego z firmą OCP i ich powiązaniem z samym Cainem. Pomimo tego, że film posiada niemało dziur w fabule to i tak ogląda się go bardzo przyjemnie i jestem przekonany, że widz ani na chwilę nie będzie się nudził.


Werdykt: Warto obejrzeć.
Ale nie spodziewajcie się arcydzieła na miarę pierwszej części.



The Pope of Greenwich Village (1984)


Tytuł polski: Papież z Greenwich Village


Gatunek: Komedio-dramat


Reżyseria: Stuart Rosenberg (Więzień Brubaker, Horror Amityville, Miłość i Pociski)



Opis: Charlie wraz ze swoim stukniętym kuzynem Paulie'm zamierzają ukraść 150 tyś dolarów, za które mają obstawić pewniaka na wyścigach konnych. Po udanym włamaniu okazuje się, że owe pieniądze należą do groźnego szefa mafii. Od tej pory Charlie i Paulie muszą się ukrywać.
Tak mniej więcej przedstawia się ogólny zarys fabuły Papieża z Greenwich Village.

Analiza: Ciężko dokładnie określić do jakiego gatunku filmowego można zaliczyć film w reżyserii Stuarta Rosenberga. Z jednej strony jest to film przedstawiający kilka dni z życia głównych bohaterów, pokazuje ich problemy, pasje i zainteresowania, relacje z rodziną, oraz wzloty i upadki. Z drugiej zaś strony nie brakuje tu zabawnych sytuacji i wielu śmiesznych dialogów, głównie pomiędzy Charliem i Pauliem.  Papież z Greenwich Village to jednak przede wszystkim popis świetnej gry aktorskiej - Jak zwykle świetny Mickey Rourke. Jednak moim zdaniem to nie Rourke jest tutaj gwiazdą numer jeden, ale Eric Roberts w roli jego pierdołowatego kuzyna Paulie'go.
Daryl Hannah sprawdza się jako życiowa partnerka Charliego, która stara się go wspierać na każdym kroku, oraz Burt Young w roli bezwględnego mafioza z dzielnicy Greenwich Village. W filmie nie zabrakło fantastycznych ujęć Nowego Yorku z lat 80-tych (stylowe kamienice, samochody, a także sama moda prezentowana przez mieszkańców owej metropolii.)

Wracając jednak do gry aktorskiej w wykonaniu Erica Robertsa. Często brakuje słów, żeby to opisać, to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. Z jednej strony gra nieudacznika, fajtłapę i troglodytę, z drugiej zaś w niektórych scenach potrafi być zupełnie inną postacią. Człowiekiem opanowanym, pełnym pokory itp. UWAGA SPOILER! Idealnym przykładem owej mieszanki jest scena kiedy Paulie (z odciętym kciukiem)odwiedza Charliego w jego mieszkaniu. Najpierw płacze, żali się Charliemu jak doszło do tejże sytuacji, jednak po chwili rozgląda się po pokoju, dostrzega bałagan i zaczyna pouczać swojego kuzyna na temat prawidłowego postępowania z kobietami. To jest właśnie przykład fenomenalnej gry aktorskiej. Zresztą znajdziemy tu bardzo wiele ciekawych i często zabawnych dialogów pomiędzy Rourkiem, a Robertsem.

Paulie. Co ty wogóle wiesz na temat koni?

Każdy widz powinien bez większego problemu dostrzec między nimi tzw. chemię - tworzą uzupełniający się duet. Oczywiście niektórych z was, może nieco denerwować sposób w jaki wypowiada i zachowuje się Paulie (Eric Roberts). Przyznacie jednak, że jest to jego najlepsza rola w całej karierze. Niech mi teraz ktoś spróbuje powiedzieć, że lata 80-te charakteryzują się tylko i wyłącznie świetnymi filmami akcji i horrorami. :)


Werdykt: Trzeba obejrzeć.

Chociażby dla samych dialogów między głównymi bohaterami, oraz świetnie wykonanych zdjęć.


Pozdr. Felton Raiman