Historia świata od zarania dziejów zna wielu bohaterów-awanturników, tak tych realnych, tych legendarnych, mitycznych a wreszcie też będących wytworem genialnej wyobraźni artystów. Ich niezwykłe przygody, odwaga, niebezpieczeństwa, stwory, czary i przeciwnicy z którymi było im dane walczyć porywały starożytnych pasterzy, średniowiecznych myśliwych, nowożytnych kupców... czy też w końcu nas samych! Bo przecież czyż nasze dzieciństwo nie było pełne prawdziwych ikon, które z wypiekami na twarzy podziwialiśmy czy marzyliśmy by naśladować... Szczególnie obfita pod tym względem była dekada lat 80ych, a jej szczególniejszym owocem pewien zwykły z pozoru archeolog, śmiertelnik bez żadnych superbohaterskich mocy, który zyskał jednak popularność równą lub większą niż rzesze podobnych mu herosów...
Jak to się stało, że w epoce zdominowanej przez mutanty, ninja, świetlne miecze, cyborgi, wielkie transformujące się roboty, watahę mięśniaków z karabinami, pogromców duchów, wszystkich tych "prawdziwych amerykańskich bohaterów", taki ot facet z kapelutkiem i biczem się wogóle przebił stając się prawdziwą ikoną?

.jpg)
